Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetariańskie gotowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2017

Kaukaz – z czym to się je? W górach jest wszystko co kocham


Wszyscy miewamy gorsze chwile, momenty zwątpienia i beznadziei w codzienności dnia powszedniego. Nieraz ciężko zwlec się z łóżka, wykonać te same rutynowe czynności, zanim pójdziemy do pracy, którą niekoniecznie wielbimy nad życie. I tak w koło Macieju, kierat. Takie życie. Gdy jesteśmy młodzi, mamy dużo czasu. Ale z kasą krucho. Potem jesteśmy dorośli, mamy pieniądze, za to zawsze brakuje czasu. A potem jesteśmy starzy, pieniądze są, czas jest, ale ze zdrowiem kiepsko. Tak to z grubsza wygląda, pół żartem, pół serio.

Dobra wiadomość jest taka, że góry oferują wszystko, czego potrzebujesz, niezależnie od tego, ile masz lat, ile masz pieniędzy oraz ile czasu masz do dyspozycji. Korzystaj, póki żyjesz.

Więc jeśli znowu wpadniesz w dół egzystencjalny, pamiętaj, że jest coś, co Cię może z niego wydostać. Niezależnie, czy będzie to jednodniowy wypad w góry, czy dłuższa wyprawa, planowanie urlopu już nas mobilizuje do oderwania myśli od negatywów.  Oczekiwanie na tę chwilę, kiedy poczujesz pod stopami miękką trawę, kamienistą drogę, chłód skał i krystaliczne powietrze w płucach jest czymś wspaniałym.

Paradoksalnie - w górach wiedzie się proste życie. Jedyne, z czym trzeba walczyć, to fizjologia: głód, chłód, pragnienie, odwodnienie, strach czy lenistwo.  Zdobycie trudnego szczytu nieraz wydaje się łatwiejsze od codzienności na nizinach, gdzie spotkamy się z intrygami, podłościami i wyjałowieniem duchowym. Albowiem w górach stresy są na zupełnie innym poziomie, tu jesteś wdzięczny, że żyjesz.
 
No, ale troszkę zboczyłam z głównego tematu. Zakładam, że wśród miłośników górskich wędrówek znajdą się tacy, którzy być może planują przejść wegetarianizm, ale obawiają się, pokarmy bezmięsne mogą nie dostarczać wystarczającej ilości kalorii. Bez obaw. Zapewniam Was, można  realizować górskie marzenia, te duże i małe, nie głodując przy tym.

W poprzednich postach opisywałam propozycje wegetariańskich przekąsek, które można zabrać na szlak 9 pomysłów na wege prowiant w góry oraz co gotować na kwaterze Wegetariańskie gotowanie na wczasach. A w dzisiejszym artykule chciałam się podzielić swoją kartą dań w nieco wyższych górach. Przygotowywanie bezmięsnych, pełnowartościowych posiłków wymagało trochę kreatywności, ale w tym tkwił właśnie urok. 

Kaukaz – Elbrus (Rosja, Kabardyno-Bałkaria)

Wybierając się w dłuższą podróż na Wschód musimy mądrze skompresować rzeczy w plecaku. Jak bym słuchała tych „mądrych” porad, jaki prowiant ze sobą zabrać, to mój plecak ważyłby 30 kg, a tak ważył 20 kg. Nie polecam zabierać z sobą tego, co można kupić na miejscu, a waży sporo: ryż, kasza, soczewica, konserwy. Po pierwsze: w namiocie, na wysokościach 3 – 5 tys. n.p.m. prawdopodobnie nie będzie się Wam chciało czekać dwóch godzin, by ugotować garstkę kaszy. Po drugie, w kaukaskich wioskach zostaniecie zacnie ugoszczeni przez gospodarzy i nawet nie będzie potrzeby samemu gotować.

W Rosji praktycznie na każdym rogu znajdują się niewielkie budki, w których można kupić wyborne pieriożki – ciasto pączkowe podawane na ciepło nadziane ziemniaczanym pureè lub kapustą z grzybami. Bardzo powszechne są też wyśmienite okrągłe chlebki prosto z pieca, które zawsze dostaniecie ciepłe. Wszechobecne targowiska „minionej epoki”, czyli takie, które lubię i cenię, oferują prawdziwe bogactwo warzyw, owoców oraz rozmaitych serów. Warto się zaopatrzyć.

W przypadku wyprawy na Elbrus, w drodze na szczyt są trzy możliwości zakupu ciepłego jedzenia i picia: w miasteczku Azau, na pośredniej stacji kolejki Stary Krugozor  2917 m n.p.m. oraz na ostatniej stacji Mir, 3457 m n.p.m. Na wysokości 4053 m, znajduje się schron z możliwością skorzystania z butli gazowej, ale tu już jedzenia nie kupimy. Wyżej pozostają nam już tylko własne zapasy.

14 km od Azau nocowaliśmy u Osmana na campingu Adyl-Su. Nie wiem, czy na tym polu namiotowym jest to standardem, że gości podejmuje się z należytymi honorami wódką i zakąską, ale jaaaaką zakąską!  Z niejednego pieca placki jadłam, ale tych osmańskich nigdy nie zapomnę. Chicziny, bo o nich mowa, to rodzaj serowych naleśników obficie skąpanych w maśle. Do dziś żałuję, że nie wydębiłam od nich przepisu na te placki.
 
 
 
JEŚLI KTOŚ Z WAS ZNA PRZEPIS NA CHICZINY, TO PROSZĘ, NIECH MI NAPISZE! Są obłędnie smaczne.

 

 Kaukaz – Kazbek (Gruzja)

Kazbegi to wioska przy zboczu Kazbeka. Z łatwością znajdziemy tu nocleg z posiłkiem nawet dla dużej grupy. My skorzystaliśmy z gościnności Nazi. Oprócz noclegu mogliśmy też liczyć na pożywne posiłki. Na śniadanie puri (okrągły chlebek), owczy ser, warzywa, miód i dżem, a na kolację serowe czaczapuri.  Tu chciałam zaznaczyć, że u kazbegijskich gospodarzy możemy sobie zamówić posiłek z wyprzedzeniem kilkudniowym, aby po zejściu ze szczytu czekało na nas smaczne, ciepłe jedzonko.

Wspinając się po masywie Kazbeka, natrafiamy na ciekawy budynek na wysokości 3653 m n.p.m. Jest to stacja meteo.  Schronisko, prowadzone przez gruzińskich alpinistów, jest najwyżej położonym budynkiem w Gruzji. Można tu  nocować, a co więcej – przygotować sobie ciepły posiłek, bowiem schron zaopatrzony jest w polową kuchnię. Mało tego, do dyspozycji mieliśmy asortyment do wykonania śniadania mistrzów J I w ten oto sposób na wysokości 3653 m n.p.m. nakarmiłam grupę tłustymi zapiekankami czosnkowo – ziołowymi. To było naprawdę smaczne.
zapieksy na stacji Meteo

Jeśli tylko mamy na wyprawie możliwość zjedzenia czegoś sycącego, nie z własnych zasobów plecakowych, zjedzmy to. Nie wiadomo, jak długo potem w górach przekiblujemy z powodu złej pogody i na ile nam wystarczy zapasów.

Gruzini są niezwykle gościnnym narodem i w dodatku lubią Polaków. Gospodarze będą Wam stale podsuwać pod nos wspaniale potrawy i domowe wino tak długo, aż pękniecie z przejedzenia J Wegetarianie się ucieszą, bo pojedzą sobie przystawkami z bakłażanów na 100 sposobów, rozmaitymi sałatkami warzywnymi, serami owczymi, domowymi chlebkami z pieca oraz plackami, które uwielbiam: chaczapuri. Przepis:  Chaczapuri - najprostsza wersja gruzińskiej pizzy
. Jadłam też wegetariańską wersję pierogów chinkali: grzybowe z kolendrą.
 


Jakie jedzenie spakować na kilkutygodniową wyprawę wysokogórską

W przypadku długich wypraw trzeba rygorystycznie spakować plecak, aby stosunek ciężaru do jego zawartości był właściwy. Gdy ja pakowałam swój plecak, każdy batonik ważyłam. Niezaprzeczalnym królem fit okazał się Lion z chrupkami w środku oraz batony proteinowe z Decathlona.

Co warto zabrać? Dla mnie najlepiej się sprawdziły batoniki z Decathlona żurawinowe, takie musli zawinięte w opłatek. Batony czekoladowe przy temperaturze -20, -30 stopni C po prostu zamarzały. Niewątpliwą zaletą takich batonów jest ich łatwość spakowania do kieszeni, dzięki czemu nie marnujemy energii przekopując plecak, atakując szczyt.

Sprawdziły się też zupki ze względu na to, że w namiocie mogłam coś „ugotować”. W przypadku zupek nie polecam tych najtańszych nafaszerowanych chemią. Zupy mają być w miarę jak najzdrowsze. Nie ma co oszczędzać. Lepiej zjeść jedną liofilizowaną zupkę z warzyw i być sytym niż bawić się w gorące kubki o wątpliwym składzie. W sprzedaży dostępne są różne wegetariańskie zupy kremy, bardzo wydajne i niezłe w smaku, np. krem brokułowo – szpinakowy, gdzie w składzie ponad 70% to warzywa. Lub strączkowe. Brzmi zachęcająco? 
 
Spakujmy też ze sobą czosnek. Waży niewiele, a jego zalety są nieprzecenione. Rozdrobnionym czosnkiem przyprawiamy zupę. Zabierzmy też zioła prowansalskie, które są lekkie i dają wiele smaku.

Do picia w zimowych warunkach polecam herbatki z zawartością wit. C, czyli dzika róża, hibiskus albo gotową mieszankę z serii Darów Natury bomba witaminowa. Słodziki ze stewii niewiele ważą, a odżywiają. W kwestii słodzenia warto rozważyć zabranie na wyprawę miodu. Jeśli specyfik stwardnieje, wydziobujemy łyżką do gorącej herbaty.

Pieczywo miejmy jak najświeższe, kupione w miejscowej piekarni, a do tego smaczny ser. Gorącą zupę można zaprawić takim chlebem.

Warzywa takie jak ogórek czy pomidor raczej bym odpuściła, mogą zamienić się w lodową kulę. Za to suszone bakalie, orzechy i migdały, jak najbardziej tak. Nie zapominajmy też o suplementacji. W takich pięknych okolicznościach przyrody nietrudno o przeziębienie. Polecam rozważyć zwiększoną podaż witaminy C oraz B komplex. Pamiętajmy, że wiele chorób zaczyna się od awitaminoz, a o takie nietrudno koczując w ortalionowym igloo J

Dla chętnych: a może warto przed dłuższą wyprawą wykonać morfologię krwi, zbadać poziom cukru oraz skontrolować poziom żelaza we krwi? Jeszcze jedna mała wskazówka, zanim wyruszymy w podróż, warto przetestować w warunkach domowych własne pomysły na górskie obiadki, by wcześniej upewnić się, co będzie dla nas wystarczająco smaczne.

No i cóż, ucieka nam to życie w codzienności dnia powszedniego.
- Jedziesz ze mną w góry?
- Chętnie bym pojechał, gdyby nie... (tu wpisz swoje wykręty).

Może się okaże, że jednak da się wydębić tych parę dni urlopu, a dziecko podrzucić dziadkom.
Jeśli pokonasz swojego lenia i wyruszysz w drogę, jeśli się otworzysz na górski świat, otrzymasz w zamian lekarstwo, którego być może potrzebowałeś.

 
Tak bardzo wyczuwalne
dotykiem dłoni
zmęczeniem stóp
groźbą lecących kamieni

Tak bliskie
w codziennym obcowaniu
od poranku po zmierzch
po nocne trwanie
w samym jądrze prastarej cichości

Tak zmienne
przy każdym kroku uczynionym w górę
objawiane w coraz nowym kształcie
oczom radośnie wnikającym w przestrzeń
w pomieszanie pionów i poziomów

Tak różne
pod dostałym słońcem lata
w szaro włóczących się jesiennych mgłach
w huku biało spływających lawin

Tak bardzo obojętne
że moja tutaj obecność
czy nieobecność
nieważne najzupełniej
i kiedyś
i dzisiaj


Górologia, Maria Kalota - Szymańska


Jeśli artykuł zaciekawił, zainspirował, pomógł, polub stronę na FB
 

poniedziałek, 6 lutego 2017

Chaczapuri - najprostsza wersja gruzińskiej pizzy

 
250 ml jogurtu maconi (lub zsiadłego mleka)
3 jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3-4 szklanki mąki pszennej
400 g sera twarogowego solankowego (można zmieszać fetę, mozarellę i bryndzę)
masło do smażenia, sól do smaku


1. Do jogurtu dodać jajka, sodę, pokruszony ser, posolić do smaku, wymieszać. Dodając porcjami mąkę wyrobić gładkie ciasto.

2. Ciasto podzielić na 8 części, każdą z nich rozwałkować na okrągły placek o grubości 1 cm.

3. Patelnię dobrze rozgrzać, roztopić 1 łyżkę masła śmietankowego, położyć na nim chaczapuri i smażyć bez przykrycia na średnim ogniu, do powstania złocistej skórki.

4. Gotowe placki wyłożyć na ruszt na 2,3 minuty, by były bardziej chrupiące. Gotowe placki można posmarować masłem i ułożyć jeden na drugim.

5. Można podawać od razu lub następnego dnia. Wówczas trzeba je spryskać wodą i wstawić do nagrzanego piekarnika na 3 minuty.


Jeśli artykuł zaciekawił, zainspirował, pomógł, polub stronę na FB



wersja do pobrania



Źródło: Tradycyjna kuchnia gruzińska, wydawnictwo REA



sobota, 21 stycznia 2017

Terchova - słowackie miasteczko owczego sera oraz mój popisowy przepis na bryndzowe placuszki


Bohaterką dzisiejszego wpisu będzie Terchová, stolica słowackiego pasma górskiego Mała Fatra i ojczyzna sławnego zbója, Janosika.  To turystyczne miasteczko, położone ok. 25 km od Żiliny,  ma w sobie wszystko, czego oczekuje każdy odwiedzający.



 
Niewątpliwą zaletą jest atrakcyjne położenie Terchovej, która umiejscowiona jest u stóp Doliny Vrátnej. Do doliny dostać się można na różne sposoby: pieszo, samochodem albo autobusem. We Vrátnej działają dwa ośrodki narciarskie, gdzie w sezonie zarówno letnim, jak i zimowym kursują kolejki: krzesełkowa na Poludňový Grúň oraz gondola relacji Vrátna – Chleb. W obu przypadkach parkingi przy wyciągach są bezpłatne. Dolina Vrátna jest atrakcyjną bazą startową na okoliczne, obowiązkowe szczyty, takie jak Velký i Malý Kriváň czy Chleb. Miejsce przyjazne także dla rodzin z małymi dziećmi, właśnie dzięki ułatwionemu wjazdowi kolejką. Niedaleko górnej stacji kolejki na Grúň usytuowane jest klimatyczne schronisko Chata na Grúňi. Dostaniemy tu dobre, słowackie czapowane piwa i Kofolę „z kija”. Poza tym jest tu dobry wybór zestawów obiadowych, w tym oczywiście wegetariańskich, takich jak wyprażany ser z frytkami i surówką.

 

Stefanová jest kolejnym miejscem startowym na górskie szczyty takie jak Rozsutec Malý i Rozsutec Velký oraz Stoh. Również do Stefanovej dostaniemy się pieszo, autem lub autobusem, z tymże tu już zapłacimy za parking 2 euro/dzień. Ze Stefanovej prowadzą szlaki na Janosikove Diery. Janosikove Diery to system naturalnych wąwozów skalnych, wzajemnie połączonych ze sobą: Dolné Diery, Nové Diery i Horné Diery. Po wąwozie łatwo się porusza dzięki kładkom, drabinkom, łańcuchom czy metalowym prętom przytwierdzonym do skały. Najliczniej oblegane są Diery Dolne i Nowe, ponieważ nie ma tu dużego stopnia trudności, natomiast Diery Górne są najtrudniejszym i najdłuższym odcinkiem z całego zespołu Dier. Górne kończą się przy malowniczej polanie, z której prowadzą szlaki na Malý i Velký Rozsutec.
 
 
 
Z wioski Biały Potok oddalonej od Terchovej 3 km najczęściej turyści zaczynają zwiedzanie Janosikovych Dier. Parking w Białym Potoku pomieści wiele samochodów i za dzień parkowania zapłacimy 3 euro. Również i do tego miejsca jeżdżą autobusy. Po udanej wycieczce po Dierach polecam zatrzymać się w tutejszej knajpce na lanego Martinera za 1,3 euro, który wg mnie jest najlepszym piwem w promieniu 100 km. 


Z atrakcji górskich, których nie mogę pominąć to Janosikowy Obchod. Idąc asfaltem w kierunku Doliny Vratnej, kilometr od Terchovej jest wejście na szlak. Janosikowy Obchod  kluczy między skałami, do których przytwierdzone są pręty. Niesamowite punkty widokowe w kierunku licznych przepaści powodują lekkie mrowienie w brzuchu. Trasa raczej nie dla małych dzieci. Jak dotąd szlak jest dziki i dość zaniedbany, więc może na tym polega jego urok. Trudno tu spotkać jakiegokolwiek turystę.
 


W samej Terchovej można zgubić czas. Znajduje się tu basen o nazwie Relax Centrum Terchowiec, a także mini zoo, do którego wstęp jest bezpłatny. Jest tu też kilka restauracji i pizzerii, które jednak jakoś szczególnie nie zapadły w mojej pamięci, więc żadnej nie polecę. Za to piwiarnie owszem! Na ul. Cyryla i Metodego znajduje się czesko-słowacka piwiarnia z prawdziwego zdarzenia, w której leją wysokiej klasy piwo z czeskiego browaru Svijany. Za kufel piwa zapłacimy od 0,7 euro, w zależności od ilości ekstraktu chmielu.  W centrum Terchovej, niedaleko dyskontu COOP Jednota znajduje się kolejna piwiarnia, w której dostaniemy czapowanego Martinera za 1 euro.



 

W miasteczku jest sporo hoteli i baza noclegowa jest bardzo dobrze rozwinięta. Bez problemu znajdziemy nocleg w kwaterach prywatnych w kwotach 9-12 euro. Od kiedy w Słowacji wprowadzono euro, liczba polskich turystów znacznie zmalała. Słowaccy gospodarze  bardziej niż kiedykolwiek przedtem zabiegają o swych sąsiadów z północy. Są niesamowicie pomocni, uprzejmi i przyjaźni.
 
 
Legenda głosi, że w Terchovej urodził się słynny rozbójnik Jura Janosik. Na każdym rogu tego pięknego miasteczka zetkniemy się z symbolami Janosika. Począwszy od pamiątkowej, metalowej statui dumnie górującej nad miastem, a skończywszy na godle miasta. Terchova jest bardzo dumna ze swojego bohatera. Co roku odbywa się tu święto zwane „Janosikowymi Dniami”.
 
 
W Terchovej bez trudu można zakupić wyroby z owczego mleka. Ten region z tego słynie. W rejonie Białego Potoku w wielu domkach natkniemy się na tabliczkę: „ovčí sýr”. W samym centrum znajduje się kilka budek z wyrobami z owczego nabiału. Będąc w górskich rejonach mamy niepowtarzalną okazję, by się najeść świeżego, oryginalnego i zdrowego nabiału od owiec wypasanych na halach, jedzących zieloną trawę. Ciekawe, że w całej Terchovej ceny sera są ustandaryzowane. To nie to samo, co na przykład w Wetlinie, gdzie w budce dla turystów za kawałek sera zapłacicie kilka razy drożej niż parę kilometrów dalej, w prawdziwej regionalnej wędzarni. To jest naprawdę bardzo dziwne zjawisko.
 
 
Przebywając w miejscach takich jak Terchova, zawsze kupuję świeże bundze, bryndze, oscypki czy zsiadłe mleko.  Na obiadokolację przygotowuję posiłki na bazie tych produktów. Oto jeden z moich sztandarowych dań: 
 

Przepis na bryndzolki – złote, maślane placuszki bez mąki: 


Składniki:


- 1 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach
- 250 g bryndzy (dwie kostki)
- 1 jajko
- sól, pieprz
- masło (ja daję masło klarowane)
- opcjonalnie kurkuma


Ostudzone ziemniaki utłuc z bryndzą na gładką masę. Dodać jajko i przyprawy. Wymieszać. Formować placuszki i smażyć na patelni na maśle na złoty kolor. Popijać z kefirem i zajadać z sałatką np. z pomidorów.


 

Słowacką bryndzę kupicie w Polsce w większych marketach. Kostka kosztuje ok. 5 zł.

 


Smacznego!

Jeśli artykuł zaciekawił, zainspirował, pomógł, polub stronę na FB
 

środa, 28 grudnia 2016

Wegetariańskie gotowanie na wczasach - poradnik

Planując wypad w góry i wiedząc, że wycieczki przewidziane będą na jeden dzień, bardzo często wybieram opcję stacjonarną. Jest to wygodne rozwiązanie, jeśli nie chcemy być skazanym na wyżywienie restauracyjne. Wśród ofert noclegowych bez najmniejszego trudu znajdziemy zakwaterowanie z dostępem do kuchni. Dopytajcie zawsze, czy kuchnia jest wspólna z gospodarzami, żeby nie było niedomówień. Wyobraźcie sobie sytuację, że zebraliście grzyby i macie 101 pomysłów na ich przyrządzenie. A tu nic z tego, bo w kuchni czeka na Was nieżyczliwa gospodyni, która Wam wyliczy ilość zużytej wody, prądu i gazu. Nie będę nikomu robić antyreklamy, ale jeśli wybieracie się w Bieszczady Wysokie, szczególnie zwróćcie na to uwagę, jeśli chcecie być na „własnym garnuszku”. W Wetlinie mają ponoć wysokie opłaty komunalne i trochę się z tym sępią. Dlatego tam ciężko o kwaterę z kuchnią, a wiele pensjonatów oferuje noclegi z wyżywieniem, co mi osobiście nie jest na rękę, aby prosić się o wegetariańskie posiłki i licytować się o skwarki, które „podobno” nie są mięsem :).
Z ekonomicznego punktu widzenia góral zawsze chce zarobić i nie będzie się silił na serwowanie wykwintnego i zdrowego jedzonka. A jak jesteście jakiejś dziwnej opcji wege, to idźcie jeść trawę.
Tak się zastanawiam, skąd ja biorę siły na to, by po 30 - 40 kilometrowej wędrówce zabierać się za gotowanie. Wychodzi na to, że ja to po prostu uwielbiam :)  mogę zaufać tylko sobie znając molekuły posiłków. Poza tym wybierając się w góry za granicę, czy to Bałkany, czy to Słowacja, zawsze lubię kupować na lokalnych bazarach świeże warzywa, owoce czy nabiał. Może spróbujecie własnych dań serowo – warzywnych? Są niedrogie, świeże, proste w obsłudze i z gwarancją jakości. 

Przyprawy – miniaturowe skarby
Nie sposób przecenić wartości odżywczej i zdrowotnej przypraw, dlatego ja zawsze ze sobą zabieram: sól różową himalajską, ksylitol, pieprz, kurkumę, paprykę ostrą i słodką, mieszankę ziół, np. prowansalskich, kozieradkę mieloną, ziarna czarnuszki siewnej, ostropest mielony, siemię lniane, czosnek świeży, cebulę, cytrynę, goździki, korę cynamonu, miód, chlorellę. Wszystko w minimalnych ilościach nie zabiera dużo miejsca w torbie, a jeśli z dala od domu złapią nas przeziębienie, różne bóle (w tym ból zęba), niedyspozycje trawienne, wątrobowe, jesteśmy w stanie sobie pomóc.

Na wakacjach zazwyczaj nie dba się o zdrowy sposób odżywiania się, owszem, w ruch idą grille, piwka, fast foody, a i odwodnienie jest bardzo powszechne. Wyżej wymienione przeze mnie składniki odżywcze mają walory terapeutyczne i ochronne. Przyznajcie sami, że sypnięcie do każdej kanapki ostropestu to niekłopotliwy zabieg, a już odciążamy wątrobę. Kozieradka natomiast wzmacnia wątrobę, obniża poziom cholesterolu i chroni przed cukrzycą, wspaniale koresponduje z serami. Kurkuma z pieprzem oczyszcza wątrobę, chroni przed niektórymi nowotworami, ma właściwości przeciwzapalne. Chlorella wspomaga wątrobę w oczyszczaniu z metali ciężkich i pomaga w zatruciach (np. grzybami). Len ma działania powlekające, więc jest świetny przy dolegliwościach układu pokarmowego. Na ból zęba dobrze jest rozgryźć goździk, który ma działanie znieczulające Dodatkowo goździki i cynamon dodane do grzańca zaradzą przy początkach przeziębienia. Kanapki często wzbogacam czosnkiem, który ma działanie przeciwbakteryjne.  Sól kuchenną zastąpiłam solą himalajską, a cukier ksylitolem. 

Cóż takiego tkwi w tych małych, pachnących skarbach? W surowcach roślinnych znajdują się lecznicze związki, takie jak flawonoidy, garbniki, gorycze, związki eteryczne, olejki czy śluzy.  Warto więc profilaktycznie wzbogacać  swoje menu przyprawami.

 
Do odwodnienia jeden krok

Nawadnianie organizmu, szczególnie podczas wytężonego marszu w górach jest bardzo ważne. Kiedy zaczyna boleć głowa, może to oznaczać, że wystąpiło znaczne odwodnienie. Niezależnie od pory roku w górach pogoda jest zmienna, warto więc mieć w plecaku choć mały termos ze słodką herbatą, a na upały butelkę z wodą. Planując wycieczkę warto wcześniej sprawdzić, czy na trasie będą schroniska, w których można nabyć zarówno ciepłe jak i zimne napoje. Szczególnie w temacie herbaty polecam słowackie schroniska. Turysta otrzymuje duży kubek z ciepłym napojem, a do tego miód i cytrynę. Taka ambrozja to niewielki wydatek, kosztuje zaledwie 1 euro. Podczas długich wędrówek zimowych, jeśli wiemy, że po drodze nie będzie żadnych schronisk, można ze sobą zabrać maszynkę gazową. Kawa lub zioła zaparzone na szczycie, przyprawione kardamonem czy goździkiem smakują wyśmienicie i doskonale rozgrzewają. Latem znowu upewnijmy się wcześniej w kwestii dostępności strumyków, z których zaczerpnąć można żywej wody. Taka woda wzbogacona musującą multiwitaminą, pobierana powyżej osad ludzkich, niejednokrotnie może nas uratować.
Oprócz trunków pitnych świetnym źródłem płynów są owoce. To w nich zawarte jest całe bogactwo minerałów i witamin. Na górskim szlaku sprawdzą się jabłka, śliwki, gruszki, nektarynki, a nawet czereśnie. Będąc już na kwaterze, mamy sporo możliwości, by przygotować odżywcze napoje. Podzielę się swoimi pomysłami, choć to może wydawać się pracochłonne, wcale takie nie jest.

Zacznę od kompotu jabłkowego, który gości na moim stole od wiosny do jesieni. Kompot gotuję po przyjściu z gór, aby móc po niego w każdej chwili sięgać. Rano jeszcze sporo go zostaje, więc mam problem z głowy, co do picia zabrać w góry. Wieczorem popijam też kakao, które robi się równie szybko jak kawę czy herbatę. Kakao uspokaja i przyjemnie koi. Również wieczorem przygotowuję len, które można jeszcze wypić następnego dnia rano. Tak w ogóle rano, przed wyjściem w góry staram się nawodnić na zapas. Rano też zaparzam zioła. Jeśli ich nie zdążę wypić, przelewam je do butelki i zabieram w góry.
 

Gotowanie na kwaterze 
 
Wiedząc, że będę miała swobodę w wynajętej kuchni, z domu zabieram to, co byłoby trudne do zdobycia w miejscowościach turystycznych, drogie w nabyciu lub czego potrzebowałabym w małych ilościach. Najczęściej zabieram ze sobą takie produkty jak:

masło klarowane, wiejskie jajka, masło, niewielką ilość ulubionego sera żółtego, parę kromek pieczywa, trochę bułki tartej, mąki, pasztet wegetariański, keczup, kilka ogórków zielonych lub pomidorów, jakieś owoce oraz przyprawy, ulubioną herbatę, kakao i na koniec konkretne zioła do zaparzania. Artykuły, które kupuję na miejscu to:

mleko, sery owcze, bryndza, sałata, zielenina, świeże warzywa obiadowe, ziemniaki, pieczywo, lokalne słodycze, sporadycznie mały olej.

Lubię korzystać z darów natury jeśli tylko nadarzy się okazja. Przyroda karmi nas i leczy, więc zbieram mniszka lekarskiego do surówki, a do naparów młodą pokrzywę, dziką miętę, skrzyp polny czy lipę. Pełne witamin są świeżo zerwane jabłka, maliny, jeżyny, poziomki, jagody oraz grzyby. Jeśli wypoczywamy w agroturystyce, gospodarze mają do zaoferowania swoje naturalne produkty w sprzedaży.
Zwykle zakładam, że kuchnia nie będzie wystarczająco zaopatrzona, więc zabieram dobry nóż, małą patelnię naleśnikówkę, drewnianą, płaską warzechę oraz turystyczny czajnik bezprzewodowy. 
Podsumowując: wybór zakwaterowania z kuchnią opłaci się nie tylko finansowo J
Proste i sprawdzone wakacyjne dania opiszę w osobnym poście.